
Po dwóch godzinach autokarowej wyprawy przez bezdroża Małopolski dotarliśmy do "Las Vegas". Aura na miejscu jakby nieśmiało sobie przypomina o czekającym nas obozie i zaczyna się wypogadzać, warunki do treningów będziemy mieć niemal idealne. W ośrodku również niczego nam nie brakuje. Warunki mamy królewskie, a do tego czekało na nas bez liku atrakcji. Piłkarzyki stołowe, cymbergaj, trampolina, mini-plac zabaw, staw z… rekinem, a przynajmniej nie wypada nam nie wierzyć dzieciakom, ze to rekin;) i dużo, dużo innych.
Znajdź 3 różnice :)
Pierwszym trudnym zadaniem było rozlokowanie się w pokojach, po długich negocjacjach jednak się udało i wygląda to następująco:
Po obiedzie (a nikt nie wybrzydzał, co jest dobrym prognostykiem), odbyliśmy pierwszy trening. Grupa młodsza, praca nad szybkością reakcji, koordynacją i temat przewodni obozu, czyli podania i przyjęcia wewnętrzną częścią stopy. Zabawa przednia! Grupa starsza, dużo prowadzeń piłki różnymi częściami stopy, sporo rywalizacji z pozytywnym pierwiastkiem emocji i na koniec oczywiście gra, gra, gra.
Wieczór, czyli kolacja, później zabawy integracyjne i pierwsze tęsknoty, pierwsze noce, w czasie których „trenerze, ja na pewno nie zasnę dzisiaj”, by za chwile słuchać głośnego chrapania i przeżywanie pierwszych upadków, wślizgów, urazów, kontuzji, a nawet chyba skurczów mięśni :-)
Od jutra kolejna porcja atrakcji. Nasz plan dnia (niekiedy z małymi korektami) będzie wyglądał następująco:
Uff, pierwsze koty za płoty, teraz to już będzie z górki. Ważne, że po większości dzieciaków w ogóle nie daje się odczuć, że tak naprawdę to ich pierwszy obóz…
Psss !!! Może jednak nie mówmy o tym głośno... :)
Zadanie współfinansowane ze środków budżetu Gminy Skawina